20 listopada 2004

# 78

To będzie krótka opowieść o tym, jak spędziłam wczorajszy dzień czyli piątek, weekendu początek.
Kriczr, zwany także Żużu zabrał mnie z pracy na szybką pizzę, pojechaliśmy do mnie, zrobiłam make up fixing, następnie przemieściliśmy się do niego, gdzie porzuciliśmy samochód i w niesamowitej piździawie czekaliśmy na autobus, który zabrał nas na rozpieprzony plac 1 Maja, który mam nadzieję, że kiedyś skończą, a z zakończeniem robót skończą się również i korki.
Anyway, z rozpieprzonego placu 1 Maja szybkiem krokiem przemaszerowaliśmy do Mleczarni, zwanej też "mlekiem", gdzie na ścianach wiszą stare fotografie, sufit przypomina taki jak w kościele, ściany są ciemnozielone i wszędzie palą się świece. W mleku wypiliśmy grzańce i troszkę zrobieni mogliśmy pójść na Bridget Jones. W pogoni za rozumem to dobry tytuł dla tak durnego filmu, ale mieliśmy beznadziejne miejsca, jedliśmy popcorn, a bardziej niż film, śmieszyła nas kobieta, której śmiech przechodził z zachłystywania się powietrzem w pocharkiwanie.
W telegraficznym skrócie - piątkowy wieczór spędziliśmy jak para rasowych mieszczuchów - dziadów bez krzty dobrego smaku, z czego jestem bardzo zadowolona i co mi się bardzo podobało, bo bawiliśmy się wyśmienicie, koniec.

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

czy mleczarnia to jakis nowy wkret dla pan w wysokich butach bokserskich z kawalkami rajstop w charakterze ochraniaczy na kostki z sakiewkami z tylu po prawej na pasku w arafatkach na glowie? chce wiedziec gdzie jest ten lokal!

Lake of Fire pisze...

Mleczarnia to miejsce dla ludzi, którzy chcą napić się na przykład dobrego grzańca i którzy nie zwracają uwagi na to, czy nowo przychodzący goście mają buty bokserskie i arafatki na głowach.